NAJPOWAŻNIEJSZA MIĘDZYNARODOWA IMPREZA MUZYCZNA W REGIONIE I JEDEN
Z NAJBARDZIEJ ZNANYCH FESTIWALI TEGO TYPU W POLSCE
KALENDARIUM FESTIWALOWE
 
 

Śpiew chóralny i... łabędzi
Rozmowa ze Stanisławem Welanykiem, dyrektorem XXVI Starosądeckiego Festiwalu Muzyki Dawnej

- W najbliższy poniedziałek w Starym Sączu młodzi trębacze zagrają słynny konduktus "Omnia Beneficia", który jest hymnem Festiwalu Muzyki Dawnej. Co będzie charakterystyczne dla tegorocznej imprezy? - Motywem przewodnim będzie śpiew w bardzo zróżnicowanej postaci. Głos ludzki jest najdoskonalszym instrumentem. Dlatego postanowiłem uwypuklić właśnie śpiew, m. in. chóralny, solowy, dawny, armeński, alikwotowy. Festiwalowi goście zaprezentują melomanom specjalne techniki wykonawcze. Artyści występować będą w dwóch starosądeckich świątyniach, a także w kościele w Barcicach i w sali ratuszowej w Nowym Sączu. Jeśli chodzi o epoki, to ze średniowiecza tym razem przenosimy się do renesansu i baroku. - Ale będziemy świadkami nie tylko wokalnych popisów?

- Po kilku latach przerwy odbędzie się recital organowy. W programie zatytułowanym "Od Sweelincka do Bacha" zaprezentuje się Andrzej Białko. - Przed laty w kościele sióstr klarysek niezapomnianych wrażeń dostarczył Marek Toporowski, grając na pozytywie pochodzącym z XVI wieku. Andrzej Białko już gościł niegdyś w Starym Sączu?
- To wybitny organista. Trzy lata temu grał u nas na organach podczas wykonania "Pasji według św. Jana". Teraz przyjedzie z samodzielnym recitalem. - 29 czerwca starosądeczanie świętować będą pewne wydarzenie pozamuzyczne...
- Ksiądz prałat Alfred Kurek, proboszcz parafii św. Elżbiety, będzie obchodził 40-lecie pracy kapłańskiej. Festiwal, od początku, od czasów dyrektora Stanisława Gałońskiego, zawsze korzystał z gościny starosądeckiej fary. Z tym większą przyjemnością zadedykujemy Jubilatowi wtorkowe koncerty.
- Mówi się, że kiedy zaprosi Pan jednego wykonawcę czy zespół, to Pan się w nim zakochuje i później przez najbliższe lata melomani muszą wysłuchiwać tym samych mistrzów. - Są dwa rodzaje festiwali: wykonawczy i repertuarowy. Ten pierwszy polega na tym, że za każdym razem ściąga się nowych artystów. Oni są dominantą koncertów, a mniej jest ważne to, co wykonują.

W Starym Sączu organizujemy festiwal repoertuarowy. Owszem, często zapraszamy te same zespoły, ale zawsze grają one coś innego. I to jest w porządku. Zresztą, nie tylko ja "zakochuję" się w wykonawcach. Oni też są zauroczeni naszym miastem. Znakomity niemiecki flecista Norbert Rodenkirchen miał ponownie przyjechać z zespołem. Niestety, Fundacja Współpracy Polsko-Niemieckiej odmówiła nam pomocy finansowej, więc mu wysłałem informację, że nie mogę go zaprosić. A on mi odpisał, że tak kocha Stary Sącz, że przyjedzie... na własny koszt. Za dwa koncerty dostanie jakieś symboliczne 100 euro honorarium. Ze starych znajomych usłyszymy ponadto: lwowski Chór "Gloria" i "A Capella Leopolis", grupę "Dekameron", śpiewaka Mariusza Kolucha, oboistę Mariusza Pędziałka i klawesynistkę Bogumiłę Gizbert-Studnicką. Po raz drugi z rzędu zaśpiewa "Affabre Concinui".

Z kursu muzyki dawnej w Starym Sączu wyrósł zespół "Omnia Beneficia", który także zaprezentuje się podczas festiwalu. - Tradycyjnie festiwalowi będzie towarzyszył wspomniany kurs? - Zainteresowanie tymi warsztatami wokalnymi i instrumentalnymi jest wielkie. Zgłosiło się 25 uczestników. Będą pod okiem mistrzów pracować w ośrodku "Skawina" w Barcicach. W sobotę 3 lipca wystąpią z koncertem. - Pojawią się w mieście św. Kingi nowe twarze? - Z nowych wykonawców polecam "Chorus Minor" z zaprzyjaźnionej ze Starym Sączem słowackiej Lewoczy. Ta grupa była zapowiadana już od kilku lat. We wrześniu na święto Mistrza Pawła do tego miasteczka wyjedzie w rewanżu "Omnia Beneficia". Ciekawie zapowiadają się występy czeskiego zespołu "Capella Apollinis" i żony byłego ambasadora RP w Japonii - Marii Pomianowskiej, która wraz innymi artystami przedstawi autentyczne śpiewy z krajów "jedwabnego szlaku".

Będzie też jak zwykle Starosądecki Jarmark Kulturalny, a Andrzej Długosz z Muzeum Regionalnego im. Seweryna Udzieli przygotował wystawę pt. "Sztuka sądecka XX wieku". Dodam też, że nasi goście "Gloria" i Norbert Rodenkirchen ze Starego Sącza udadzą się do Krakowa, gdzie wystąpią w Festiwalu "Na Skrzyżowaniu Kultur". - Tak sobie sympatycznie rozmawiamy, choć wiem, że organizacja tegorocznej imprezy szła jak po grudzie. W "Kurierze Starosądeckim" redagowanym przez Ryszarda Kumora powiedział Pan, wymieniając kilka rodzajów śpiewu, z którym się spotkamy na koncertach, że obawia się Pan, że to może być też... łabędzi śpiew SFMD... - Nasz festiwal, trzynaście koncertów, będzie kosztować zaledwie 64 tys. zł. Połowę finansuje starosądecki samorząd. Ale jest to i tak dwukrotnie mniej, niż rok temu. Ani złotówki nie dało Ministerstwo Kultury - mimo prób wstawienia się za nami przez posła Kazmierza Sasa. Z roku na rok jest gorzej. O dofinansowaniu z z budżetu państwa decydują jakieś układy, znajomości, a nie pomysł i ranga przedsięwzięcia. Jeśli się nic nie zmieni, trzeba będzie chyba w przyszłości zawiesić organizację tego festiwalu, bo niżej już z oszczędnościami zejść się nie da. W br. np. zrezygnowałem z wydawania programu w formie eleganckiej książeczki.

Nie będzie też zapowiedzi wykonawców podczas koncertów. Informacje będą powielane na ksero, słowo wprowadzające wygłoszą sami artyści, może ja coś o nich powiem. Taka jest konieczność. - Kilka lat temu był Pan optymistą, wierząc np. w możliwość dotarcia do funduszy z Unii Europejskiej. Przeżył Pan zawód? - Po naszym wejściu do Unii sytuacja się skomplikowała. Do tej pory sponsorowała nas Fundacja Współpracy Polsko-Niemieckiej. W tym roku odmówiła, ponieważ teraz nie może przeznaczać środków na inicjatywy kulturalne. Unia daje pieniądze, ale na jakieś dziwne festiwale, mieszane, ludyczne, masowe, gdzie od rana do wieczora coś się dzieje, lecz nikt nie wie co. - Z kulturą przez duże "K" to niekoniecznie ma coś wspólnego? - Nie ma. Natomiast bardzo trudno o dofinansowanie festiwali o tak konkretnym obliczu jak nasz. Do tego panuje potworny festiwal... niekompetencji. Ja sobie np. dawno już zaplanowałem preliminarz, a tu okazuje się, że przyznane nam przez różne instytucje granty - zgodnie z nowymi przepisami - są obciążone podatkiem VAT. Nikt na razie nie umiał mi wyjaśnić, czy trzeba będzie odprowadzić do fiskusa 7 czy 22 procent.

Jest tyle problemów organizacyjnych, że można to przypłacić zawałem serca. Ja już tak dłużej nie mogę pracować. To jest Festiwal na Titaniku. To, co się dzieje w polskiej kulturze, przechodzi ludzkie pojęcie. Giną jedna po drugiej piękne inicjatywy. - Czyli 4 lipca, w ostatnim dni festiwalu, powie Pan żegnaj Stary Sączu? - Nie kryję, że jestem bliski takiej decyzji, ale jej na razie nie podjąłem. Patrząc na doświadczenia z ostatnich lat, kiedy coraz trudniej jest o pieniądze na organizację festiwalu, boję się, że za rok będzie nas stać na dwa koncerty. A to byłaby tylko namiastka tej imprezy, która od trzydziestu lat - z małymi przerwami - jest organizowana i cieszy się uznaniem w Polsce i za granicą. Na razie jednak, by nie zakończyć tej rozmowy w tak pesymistycznym nastroju, cieszmy się z nadchodzącego spotkania z muzyka dawną. Zapraszam do Starego Sącza, Barcic i Nowego Sącza od 28 czerwca do 4 lipca.

Rozmawiał: Piotr Gryźlak

 

*
 
 

Festiwal odbywa się dzięki dotacji Burmistrza Miasta i Gminy Stary Sącz Mariana Cyconia oraz Rady Miejskiej Starego Sącza, przy finansowym wsparciu: Województwa Małopolskiego, Fundacji Wspomagania Wsi oraz Fundacji im. Stefana Batorego, Prezydenta Miasta Nowego Sącza, Starostwa Powiatowego w Nowym Sączu, Lasów Państwowych - "Nadleśnictwo Stary Sącz", Banku Spółdzielczego w Starym Sączu, Spółdzielni Pracy "Piwniczanka" w Piwnicznej
© MGOK Stary Sącz 2004-------------------- strona główna