Stanisław Welanyk -
dyrektor artystyczny Starosądeckiego Festiwalu Muzyki Dawnej

Termin „muzyka dawna” jest pojęciem mylącym. Taki gatunek po prostu nie istnieje. Nie ma muzyki dawnej. Nie ma muzyki, która powstawałaby jako „dawna”. Jest tylko muzyka współczesna. Muzyka współczesna epok, które odeszły. To nie jest tylko semantyczna gra; to bardzo istotne rozróżnienie. Przez wiele epok to właśnie terminy „muzyka dawna”, „musica antiqua”, „in stile antico” miały znaczenie pejoratywne, będąc synonimami konserwatyzmu i braku naturalnej ciekawości w poszukiwaniu nowych dróg. Słuchacze i mecenasi wręcz domagali się od twórców (nie tylko zresztą od kompozytorów) wciąż nowych dzieł i nowych wykonań, poszukiwania nowego stylu i języka. Kompozytorzy, których muzykę dziś wykonuje się na festiwalach dawnej muzyki wzbudzali gorące spory, zarzucano im zły gust, dysonansowość, gwałcenie dobrego smaku (ciekawe, że zawsze w historii strażnikami czystości stylu mianują się krytycy, teoretycy, a także mecenasi i urzędnicy). Leoninus i Perotinus, Guillaume de Machaut, Gesualdo da Venosa i Claudio Monteverdi, Marin Marais i Jan Sebastian Bach - oskarżani byli o tworzenie muzyki dysonansowej, sprzecznej z poczuciem dobrego smaku, niezgodnej z zasadami Kościoła, etc. etc… Muzyka, jakkolwiek ją nazwiemy - dawna czy współczesna - wzbudzała gorące spory i dotykała istoty duchowości zmieniających się czasów.

Dopiero stosunkowo niedawno, mniej więcej w II połowie XX wieku, w gustach słuchaczy zaszła bardzo istotna zmiana. Coraz częściej publiczność chciała słuchać w nieskończoność tego, co zna, z rezerwą odnosząc się do nowości i eksperymentów. Czy był to wynik zamieszania w stylistyce i języku sztuki XX wieku, czy pogrążona w intelektualnym, moralnym i politycznym zamęcie Europa tworzyła sobie sztuczny azyl? A może po prostu rodziła się już tzw. kultura masowa, która jest zaprzeczeniem samodzielności myślenia? Muzyce współczesnej - określanej jako niezrozumiała, trudna czy elitarna, zaczęto przeciwstawiać tzw. „muzykę klasyczną”, zapominając choćby, jakie boje o wolność twórczą toczył Mozart z arcybiskupem Colloredo, albo jak bardzo przerosła swój czas późna twórczość Beethovena.

Jakże to - może zapytać czytelnik - a więc zaczyna się właśnie XXVII Starosądecki Festiwal Czegoś, Co Nie Istnieje? Wnikliwy obserwator kolejnych edycji festiwalu wie, że nie ma powodów do niepokoju. Mała, powiedzmy, prowokacja intelektualna, posłużyła mi, by w jasny sposób uzasadnić to, co staram się robić od kilku lat, układając festiwalowy program: nie gubiąc nic z tradycyjnych wartości, umieścić je we współczesnym kontekście, pokazać, że mimo naturalnej ewolucji, są wciąż żywe i przyciągające; spojrzeć na muzykę dawnych wieków i odległych kultur jako na żywe świadectwo umysłowości, sposobów myślenia, a bardziej jeszcze odczuwania, emocjonalności tamtych twórców i tamtych słuchaczy. Tylko wtedy zabytki nie staną się martwe. Gotycka katedra nie może być postrzegana tylko jako „dawna”, piękna budowla. Budowana niekiedy przez kilka pokoleń, symbolizująca cały świat ówczesnego człowieka - kosmogonię, harmonię świata, porządek religijny, duchowy, relacje między światem, człowiekiem a Bogiem, stanowi żywe świadectwo tamtej współczesności. Muzyka gotyku, renesansu, jak każda inna, jak muzyka Bacha, Mozarta, Lutosławskiego, mówi wiele o tożsamości ludzi sobie współczesnych. I bardzo często bywa odczytywana przez pryzmat czasu, w którym aktualnie funkcjonuje. Dziś już nie do pomyślenia byłyby wykonania wielkich oratoriów Bacha w olbrzymiej obsadzie, z dwustuosobowym chórem i wielką orkiestrą, czy basso continuo realizowanym na fortepianie. Ale w momencie, kiedy Felix Mendelssohn-Bartholdy wydobywał Bachowskie arcydzieła z mroków stuletniej niepamięci, jego wykonania, skażone myśleniem romantycznym i nieautentyczne - jakby powiedział ortodoks dawnej muzyki - były odkryciem nowego świata, początkiem wielkiego powrotu jednego z największych kompozytorów wszystkich czasów. Właśnie muzyka Bacha może być przykładem jakże odmiennego odczytywania tych samych partytur przez różne epoki. Opracowania instrumentalne Kunst der Fuge awangardysty lat 30-tych Antona Weberna, transkrypcje w stylu wielkiej XIX-wiecznej pianistyki Ferrucio Busoniego, czy wręcz słodko-amerykańskie symfoniczne opracowania czarodzieja instrumentacji - Leopolda Stokowskiego, albo doskonałe transkrypcje, dokonane przez francuską grupę wokalną Swingle Singers, wreszcie elektroniczne nagrania Waltera Carlosa na słynnej płycie z lat 60-tych Switched on Bach, jakkolwiek byśmy je oceniali, świadczą o tym, że każda epoka chce nadać wielkiej tradycji swoje piętno.

Zapraszam więc Państwa na kolejny tydzień wędrówki przez różne style i epoki. Zaprezentujemy dzieła, których daty powstania różnią się od siebie o co najmniej 750 lat. Możemy ich słuchać tylko jako muzealnych zabytków, ale możemy też próbować usłyszeć w nich odbicie historii, rozpoznać doświadczenia i emocje, będące udziałem nas samych. W archaicznym brzmieniu słynnych manuskryptów z klasztoru SS Klarysek, maryjnym Magnificat czy Mszy Guillaume de Machaut, w brzmieniu tradycyjnych instrumentów karpackich czy japońskich, szukajmy nie tylko dawnych emocji. W delikatnym i harmonijnym współbrzmieniu psałteriów próbujmy odnaleźć zdziwienie ludzi średniowiecza przywiezionym z wypraw krzyżowych instrumentem, zaskakującym niespotykanym dotąd rodzajem dźwięku. Musieli w nim słyszeć jakąś trudną dziś do pojęcia „dzikość”, skoro (także ze względu na arabskie pochodzenie) nazywano psałterium Cythara barbarica. Wczujmy się w nostalgiczne, barokowe Tombeaux, opłakujące czyjąś śmierć i składające hołd ludziom, o których niewiele dziś wiemy. Posłuchajmy muzyki organowej, odczytując metafizyczny sens, który miała dla ludzi baroku czy romantyzmu. Spróbujmy odnaleźć entuzjazm i żywą reakcję pobożnych i pompatycznych nieco Włochów, słuchając Glorii Antonia Vivaldiego; mistykę perskiej średniowiecznej poezji Dżalaloddina Rumiego, nasuwającą skojarzenia z biblijną Pieśnią nad pieśniami. Zastanówmy się dlaczego włoski styl nowoczesny, il stile moderno budził kiedyś tak gwałtowne reakcje tradycjonalistów, zwolenników stile antico i jak interesujący musiał być świat, w którym jedni i drudzy potrafili toczyć wojnę na traktaty i wzajemnie obrzucać się anatemami. Słuchając muzyki tworzonej na ziemiach dawnej i nowej Ukrainy zastanówmy się nad skomplikowaną historią Europy, nad jej chrześcijańską, rzymsko- -bizantyjską tożsamością.

Tegoroczny festiwal poświęcamy pamięci Jana Pawła II, wielkiego papieża, ale też ostatniego wielkiego polskiego romantyka, do końca wiernego przeświadczeniu, że sama tylko siła ducha wystarczy, by zmienić świat. Kiedy na placu św. Piotra ów Duch pod postacią wiatru zamykał bordową księgę Ewangelii, uświadomiłem sobie, że cały tegoroczny program musi być skromnym hołdem dla Niego. Nie kolejnym pomnikiem z żywicy syntetycznej, ale właśnie hołdem, le tombeau. W każdym kościele, jeden z koncertów jest specjalnie poświęcony pamięci Jana Pawła II. Ale nie tylko to - w całej konstrukcji programu, w doborze repertuaru znajdziecie Państwo jeszcze wiele mniej lub bardziej ukrytych odniesień, które są - mam nadzieję - czytelne i uzasadnione.

Bardzo serdecznie dziękuję wszystkim, którym kolejny Festiwal zawdzięcza istnienie - ksieni Elżbiecie Wielebińskiej, ks. prałatowi Alfredowi Kurkowi, ks. proboszczowi Stanisławowi Dziekanowi za zgodę na zorganizowanie koncertów w podległych ich opiece świątyniach. Burmistrzowi Starego Sącza, Marianowi Cyconiowi za zapewnienie w budżecie ponad trzeciej części kosztów Festiwalu; wszystkim sponsorom za pozostałe środki; wreszcie wszystkim kolegom z MGOK z dyr. Matyldą Cieślicką na czele za to, że ani przez chwilę nie wierzyli, że plejady znaków zapytania, jeszcze kilka tygodni temu krążące nad festiwalem mogą zakłócić jego normalny przebieg. A przynajmniej nie dawali tego po sobie poznać.

Zapraszam Państwa na wszystkie koncerty

 
  strona główna